Dawno, dawno temu, w małej wiosce położonej na skraju lasu, stał młyn wietrzny,
w którym mieszkał młynarz Ambroży z córką. Wioska była malutka: kilka chałup pokrytych strzechą, kuźnia, szkoła, drewniany kościółek i karczma. Ludzie żyli tu spokojnie i zgodnie. Młynarz był wdowcem, jego żona zmarła zaraz po przyjściu na świat Krysieńki, ukochanej córeczki chłopa. Mieszkańcy wsi bardzo cenili i lubili zamożnego, pracowitego i dobrego sąsiada, na którego w potrzebie zawsze mogli liczyć. Wdowiec, tak jak jego przodkowie odziedziczył młyn po swoim ojcu. Chociaż sam nie miał syna, z całego serca kochał swoją jedyną córkę. Martwił się jednak, ponieważ była ona chciwa i nie lubiła pomagać innym. Całe dnie przesiadywała przed lustrem i podziwiała swoją urodę.

- Krysieńko kochana, pomóż mi przy pakowaniu mąki – często prosił.

- Nie mogę – opowiadała – jestem za ładna, żeby pracować, zatrudnij sobie pomocnika.

Bardzo smuciło to starego Ambrożego, ale nie potrafił długo się złościć na swoją córeczkę.

Pewnego dnia musiał opuścić młyn zwany koźlakiem, by udać się do kuźni naostrzyć noże oraz dorobić oś do żeleźniaka. Zostawił córkę samą. Kazał Krysi zaopiekować się młynem i udzielić pomocy każdemu, kto o nią poprosi. Niedługo potem do drzwi zapukała staruszka i poprosiła o trochę mąki:

- Ślicznotko, daj mi, proszę, trochę mąki na chleb, moje zapasy skończyły się, a do zbiorów jeszcze daleko.

Próżna dziewczyna była zła, bo staruszka przeszkodziła jej w podziwianiu przed lustrem nowej sukni. W złości zamiast mąki do miski nasypała popiołu i oprószyła go z góry startą kredą. „Więcej starucha nie przyjdzie i nie będzie mi przeszkadzać” - pomyślała. Nie wiedziała, że była to czarownica, którą przysłał ojciec, aby sprawdzić, czy córka dobrze wywiązuje się z powierzonych obowiązków.

Gdy staruszka zobaczyła zawartość miski, rozzłościła się i rzuciła urok na młynarzównę. Następnego dnia Kryśka zamiast pięknej buzi z rumianymi policzkami, zobaczyła w lustrze kocmołucha umazanego popiołem. Próbowała zmyć brud z twarzy, ale nic z tego nie wyszło.

Wieczorem, gdy młynarz wrócił do domu zadowolony z usług kowala, zastał córkę szlochającą głośno w kącie.

-Co się stało córeczko? – zapytał

Kryśka opowiedziała ojcu całą historię, bardzo się wstydziła swojego zachowania. Młynarzowi zrobiło się żal córki i poradził jej, aby poszła przeprosić staruszkę. Tak też zrobiła, zaniosła czarownicy worek pełen najlepszej mąki, a ta zdjęła urok. Córka młynarza zrozumiała swój błąd i od tej pory zawsze pomagała innym mieszkańcom wioski.

 

 

 (2014r.)